| abstract
| - Dather odleciał ze swojej rodzinnej Mandalory. Nie wiedział co począć. Nie miał już schronienia. Nie miał już nic oprócz tego myśliwca oraz pancerza swojego zmarłego mistrza. Kończyło się w dodatku paliwo w jego myśliwcu. -No lepiej do cholery być nie mogło! - Przeklnął w myślach. Nagle wpadł jednak na świetny pomysł. Postanowił polecieć na planetę Haruun Kal. Można tam zatankować myśliwiec, w dodatku mieszka tam stary znajomy klanu Remo - handlarz bronią Rotyr Veraq. Tak też łowca nagród zrobił. Myśliwiec przyleciał dopiero po dwóch dniach na Haruun Kal, ponieważ popsuł się hipernapęd. Dather zatankował swój myśliwiec i poszedł do osady Rotyra. Wszędzie było pełno dżunglowych drzew czy pajęczyn nad wysokimi wodospadami, a wszystko to spowite ciemnością nocy, dającą niesamowity klimat planety. Osada nie była jakaś wielka, ale też nie należała do najmniejszych. Idealna kryjówka dla handlarza bronią takiego jak Rotyr Veraq. Dather odnalazł jego dom i wszedł do środka. -Witaj, Rotyrze - odrzekł po wejściu. - Jak tam interesy? -Aham, dobrze, dobrze - Ryter był bardzo zajęty układaniem taczek z kredytami. -Musisz mi pomóc, tyle ci powiem. - Dather zaczął swoją opowieść, a po jej skończeniu powiedział - Potrzebuję coś żeby się zemścić na tych gnidach z Zewnętrznych Rubieży. -No to dobrze wpadłeś - powiedział handlarz - Mam promocję. Myśliwiec z dowolnym blasterem i wyrzutnią tylko za 60.000 kredytów. -Ale...cały mój majątek został spalony! -Nie martw się - powiedział Ryter. - Przecież jesteś z klanu łówców nagród. Pozatym ostatnio usłyszałem, że Klan Bankowy ma jakąś fuchę. Idealnie dla ciebie. -Tylko sobie ze mnie nie żartuj - powiedział Dather Remo I tak młody Remo, łowca nagród, poleciał do siedziby Klanu Bankowego wykonać swoje pierwsze zlecenie.
|