About: dbkwik:resource/sfw1cn2uk5Hwxi_5-YQVdg==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : dbkwik.org associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Robinzon amerykański/04
rdfs:comment
  • W swem dziele: „Dziennik podróży z Paryża do Jerozolimy”. Chateaubriand mówi o jakimś człowieku upudrowanym i ufryzowanym podług dawnej mody, w zielonawej kurtce, wełnianej kamizelce, w muszlinowym żabocie i mankietach, który rzempoli na swych skrzypeczkach i mieszkańców Iraku ćwiczy w kunszcie tańców. Tartelett, stary kawaler, liczył lat 45 w chwili zapoznania go z naszymi czytelnikami. Jednak przed mniej więcej dziesięciu laty, niewiele tylko brakowało, a byłby się ożenił z dziewicą, będącą właśnie w najlepszych latach. – Do usług – odpowiedział profesor. – Ach! – wybiegło z ust Tarteletta.
dcterms:subject
Tytuł
dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg==
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Rozdział IV
dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA==
adnotacje
  • Dawny|1925 r
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Juliusz Verne
abstract
  • W swem dziele: „Dziennik podróży z Paryża do Jerozolimy”. Chateaubriand mówi o jakimś człowieku upudrowanym i ufryzowanym podług dawnej mody, w zielonawej kurtce, wełnianej kamizelce, w muszlinowym żabocie i mankietach, który rzempoli na swych skrzypeczkach i mieszkańców Iraku ćwiczy w kunszcie tańców. Kalifornijczycy nie są wprawdzie Irakami, ale Tartelett był nauczycielem tańców i dobrych manjer w stolicy Kalifornji. Nie płacono mu za lekcje jak jego poprzednikowi, bobrowemi futrami i szynkami niedźwiedzi, ale płacono mu dolarami. Jeżeli o uczniach swych nie mówił: „Ci dzicy panowie i dzikie damy”, to właśnie dlatego, że uczniowie jego byli bardzo cywilizowani, a w pewnej mierze on sam przyczynił się był do tej cywilizacji. Tartelett, stary kawaler, liczył lat 45 w chwili zapoznania go z naszymi czytelnikami. Jednak przed mniej więcej dziesięciu laty, niewiele tylko brakowało, a byłby się ożenił z dziewicą, będącą właśnie w najlepszych latach. W owym to czasie i w związku z jego planem matrymonjalnym, pytano go o jego wiek, powierzchowność i pozycję, na co podał odpowiedź wyczerpującą, która zwalnia nas od określenia jego sylwetki duchowej i fizycznej. Ta jego odpowiedź brzmi: „Urodzony 17 lipca 1835 r. o godzinie pół do czwartej rano. Wzrost 5 stóp, 2 cale. Objętość w biodrach, dokładnie 2 stopy, 3 cale. Waga, która zeszłego roku powiększyła się o 6 funtów, wynosi 151 funtów, 2 gramy. Głowa podłużna. Włosy rzadkie, rozdzielone nad czołem, kasztanowate, lekko przyprószone siwizna. Czoło wysokie, twarz owalna, cera różowa. Oczy, niezwykle wyraziste, szarawe. Brwi i rzęsy kasztanowate. Powieki nieco wgłębione w jamy oczne, pod łukowatemi brwiami. Nos średniej wielkości, na lewem skrzydle przecięty. Skronie i policzki płaskie, bez zarostu. Usta średnie i całkiem wolne od zepsutych zębów. Wargi szpiczaste, wąskie, okryte gęstym zarostem, okrągły podbródek również ocieniony różnokolorową brodą. Mięsistą szyję zdobi brunatna plama. Gdy się kąpię, można widzieć, że mam skórę białą, bardzo słabo owłosioną. „Tryb życia spokojny i uregulowany. Nie będąc zbyt silnego zdrowia, dzięki wielkiej wstrzemięźliwości, od chwili urodzenia ani razu nie był chory. Ma płuca bardzo wrażliwe, dlatego nie hołduje niemiłemu zwyczajowi palenia. Nie pije też żadnych alkoholi, ani kawy, ani likieru, ani niefałszowanego wina. Jednem słowem, z djety jego wykreślone wszystko, cokolwiek mogłoby ujemnie wpływać na jego system nerwowy. Słabe piwo i limoniada – oto jedyne napoje, których może używać, bez narażenia zdrowia. Dzięki temu systemowi, nigdy jeszcze nie był zmuszony zwracać się o poradę lekarską. „Postawa zgrabna, chód żywy, zachowanie szczere i swobodne. Jego delikatność nie zna granic i tylko przez obawę unieszczęśliwienia jakiejś kobiety, wahał się wstąpić w święty stan małżeński”. Tak brzmiał fizyczny i duchowy rysopis Tarteletta, przez niego samego sporządzony; ale jakkolwiek wabiący mógł on być dla dziewicy w pewnym wieku, to jednak planowany związek małżeński nie doszedł do skutku. Tedy profesor został starym kawalerem i w dalszym ciągu udzielał lekcyj tańców i dobrych manjer. W tym czasie i pod tym swoim tytułem został wprowadzony do pałacu Kolderupów. Gdy z biegiem lat wszyscy uczniowie go porzucili, mistrz tańców został jednym z członków personalu bogatego domu. Mimo swych śmiesznostek, był człowiekiem uczciwym. Wszyscy go też lubili. Kochał Godfreya i Finę, odwzajemniających zresztą jego uczucia. Jedna go też tylko ożywiała ambicja: wyuczenia ich wszystkich subtelności swego kunsztu i o ile to dotyczy form salonowych, uczynienia z nich istot doskonałych. Jego, profesora Tartelett, wybrał William W. Kolderup za towarzysza zamierzonej podróży swego siostrzeńca. Tak! Nie bez słuszności uważał on Tarteletta za tego, który po części rozbudził w Godfreyu tę chęć podróżowania, dla gruntowniejszego poznania świata i ludzi. William W. Kolderup postanowił zatem, by obaj wyruszyli w podróż. Dnia 16 kwietnia zawiadomił profesora, że pragnie się z nim rozmówić w swym gabinecie. Życzenie naboba było dla profesora rozkazem. Opuścił tedy swój pokój, uzbrojony w kieszonkowe skrzypeczki, by na wszelki wypadek być gotowym. Szerokiemi schodami wchodził na piętro, stawiając nogi w sposób klasyczny, jak przystało mistrzowi tańców. Zapukał, wszedł lekko przechylony naprzód, ze zgiętemi kolanami i uśmiechniętą twarzą i czekał w „trzeciej pozycji”, wysunąwszy jedną nogę o pół stopy przed drugą, w ten sposób, że kostki się dotykały, a palce skierowane były na bok. Każdy inny, prócz profesora Tarteletta, musiałby tę balansującą pozycję co rychlej zmienić na siedzącą, on jednak potrafił stać prosto i pewnie. – Panie Tartelett – ozwał się William W. Kolderup, – poprosiłem pana do siebie, by zakomunikować wiadomość, która pana zapewne zdziwi. – Do usług – odpowiedział profesor. – Ślub mego siostrzeńca został odroczony na dwa lata, albo na ośmnaście miesięcy – oświadczył wuj – a na skutek swej prośby Godfrey wyrusza w podróż do rozmaitych krajów starego i nowego świata. – Panie szanowny – odparł Tartelett – mój uczeń Godfrey przyniesie zaszczyt krajowi, którego jest synem. – A także profesorowi dobrego tonu, który go obznajomił z wytwornemi formami towarzyskiemi – odpowiedział przemysłowiec tonem, w którym naiwny Tartelett nie pochwycił akcentu ironji. Uważał, że z „trzeciej pozycji” może już teraz wykonać pierwszy krok taneczny, więc rozsunął nogi na bok, lekko i elegancko zgiął kolano, składając ukłon Williamowi W. Kolderup. – Sądziłem, że byłoby panu przykro rozstawać się ze swym wychowankiem. – Tak, byłoby to dla mnie dość wielką przykrością – odparł Tartelett – jeśli jednak być musi… – Nie musi być! – odparł William W. Kolderup, marszcząc krzaczaste brwi. – Ach! – wybiegło z ust Tarteletta. Nieco zaniepokojony, wykonał jeden krok w tył, zamieniając trzecią pozycję na czwartą; następnie rozstawił nogi na szerokość stopy, czyniąc to może całkiem bezwiednie. – Tak – odrzekł bogacz tonem stanowczym, wykluczającym bodaj cień odpowiedzi – sądziłem, że byłoby to okrutnem rozdzielać profesora i ucznia, tak dobrze się wzajem rozumiejących! – Oczywista… a podróże… – bąkał Tartelett, zdający się nie rozumieć, o co chodzi. – Oczywista! – potwierdził William W. Kolderup, – podróż taka pozwoli nietylko memu siostrzeńcowi godnie zużytkować swe zdolności, lecz także profesorowi, któremu zawdzięcza swe poprawne manjery Temu wielkiemu dziecku nigdy nie przyszło na myśl, że któregoś dnia miałby opuścić San Francisco, Kalifornję i Amerykę, by wyruszyć za Ocean. Myśl taka nigdy nie nawiedziła mózgownicy człowieka, więcej obeznanego ze sztuką tańców, niż podróżowania. Jego znajomość świata nie przekraczała 10 mil poza obrębem stolicy. I teraz oto stawia mu się propozycję… nie! daje mu się wręcz do poznania, że nolens volens ma opuścić swą ojczyznę, by się narażać na wszystkie te trudy i przykrości, nieodłączne od podróży, do której zachęcał był swego wychowanka. To wystarczało do zaniepokojenia umysłu, tak bardzo nieodpornego. Nieszczęśliwy Tartelett po raz pierwszy w życiu uczuł mimowolnie drżenie muszkułów nóg, które dzięki 35-letnim ćwiczeniom stały się tak elastyczne. – A może – zaczął, usiłując znów przywołać na usta stereotypowy uśmiech tancerza, – może ja się nie nadaję… – Więc się pan przerób! – przerwał William W. Kolderup tonem, wykluczającym dalszą dyskusję. File:'School for Robinsons' by Léon Benett 10.jpg Niepodobna było się sprzeciwiać. Tartelettowi ani to na myśl nie przyszło. Bo i czemże on był w tym domu? Sprzętem, pakietem, który można było wysłać dokądkolwiek się podobało. Ale ten zamiar wysłania mocno go jednak niepokoił. – A kiedy ma nastąpić wyjazd? – spytał, starając się znów zająć pozycję klasyczną. – Za miesiąc. – A na które burzliwe morze ma według postanowienia pana Williama W. Kolderupa wypłynąć okręt, wiozący mego ucznia i mnie? – Przedewszystkiem na Ocean Spokojny. – A na którym punkcie kuli ziemskiej stanę znów na stałym lądzie? – Na Nowej Zelandji – odparł William W. Kolderup. – Zauważyłem, że mieszkańcy Nowej Zelandji nie umieją jeszcze należycie kręcić łokciami. Będziesz pan mógł ich kształcić. W ten sposób profesor Tartelett został przeznaczony na towarzysza podróży Godfreya Morgana. Gest przemysłowca dał mu do zrozumienia, że audjencja skończona. Cofnął się przeto mocno poruszony, a odejście i specjalny wdzięk, jaki przy podobnej sposobności zwykł był rozwijać, tym razem pozostawiały wiele do życzenia. Istotnie, po raz pierwszy w życiu profesor Tartelett przez roztargnienie zapomniał o elementarnej zasadzie swego kunsztu i wyszedł, stawiając nogi równolegle, a nie odchylone od siebie.
is dbkwik:resource/JvmuHjXQYc_EMmq-yMXeWg== of
is dbkwik:resource/X7l0opWu667RHDeQudG4LA== of
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software