Ustawa antyaborcyjna – kolejny zapychacz czasu w III RP… (wróć!) w IV RP, który ma uciszyć debili od dyskusji na temat nowych podatków, odbierania wolności słowa, problemu umierających emerytów czekających na zabieg w państwowym i innych poważnych problemów na rzecz kolejnej nic nie wartej ustawy o uregulowaniu problemu aborcji, które rozwiązuje się w cywilizowanym kraju za pomocą referendum w tydzień. Sam pomysł na ustawę jest stary jak patologiczny stan demokracji w Polsce, ale w 2016 roku nagle wybuchł, by przybrać formę kolejnej telenoweli reżyserowanej przez wytwórnię Prawda i Scena.
Ustawa antyaborcyjna – kolejny zapychacz czasu w III RP… (wróć!) w IV RP, który ma uciszyć debili od dyskusji na temat nowych podatków, odbierania wolności słowa, problemu umierających emerytów czekających na zabieg w państwowym i innych poważnych problemów na rzecz kolejnej nic nie wartej ustawy o uregulowaniu problemu aborcji, które rozwiązuje się w cywilizowanym kraju za pomocą referendum w tydzień. Sam pomysł na ustawę jest stary jak patologiczny stan demokracji w Polsce, ale w 2016 roku nagle wybuchł, by przybrać formę kolejnej telenoweli reżyserowanej przez wytwórnię Prawda i Scena.