| abstract
| - Jedynie kij mój, stary druh, wiernie się tuli Do mnie, a dłoń go moja do serca przyciska... Padłem na wznak, o szary kopiec kretowiska Wsparty głową, w rozdartej na piersiach koszuli, Aby deszcz pierś mi chłodził pragnieniem płonącą, A oczy mgłą zasnute, szeroko otwarte Patrzą w niebo, gdzie długo świeciło im słońce I śmiały się błękity w bezbrzeż rozpostarte... Oczy wędrowne, któreście rzeczy widziały Piękne, jak obce miasta i ręce kobiece, I goniły sny cudne, jak odbite w rzece Ogrody tajemnicze, pałace i skały, Teraz widzicie szare na niebieskim stepie Struny deszczu, któremi wiatr łkającogłosy Smaga twarz moją bladą i o piersi trzepie I rozwiewa me długie, posiwiałe włosy. Hej, wy ciągnące chmury, moich myśli skrzydła I tęskniącego wiecznie serca drogowskazy, Na które jeno oddal zastawiała sidła I które wszystkie ziemi kusiły obrazy, Płyńcie, żeglujcie w bezbres, abym mknął za wami Chwilę jeszcze głodnemi źrenicy obiema, W te cudy za górami i hen za lasami, Co wieczyście są piękne, chociaż mnie tam nie ma. Wiejcie wichry północy i wiatry południa, Coście mnie jako druhy brały pod ramiona I wiodły gdzie ożywczych czarów bije studnia, Echo śmiechu się rodzi z echa łkań, co kona; Wy, coście wciąż mnie wiodły w dziwne obce kraje, Gdziem tyle wspomnień szczęścia na korze drzew zaciął, W cudnych siołach, bom z tych jest, których nie poznaje, Kiedy wrócą, z rodziny nikt ani z przyjaciół. Dzięki wam, chmury, wichry, drogi i gościńce, Rozstaje w szczerym polu i topól szeregi, Gościnne białe chaty i wrogie dziedzińce, Pochody pośród sadów, podgwiezdne noclegi, Południa i północy, zachody i wschody, Sny jasne i tęsknoty, zbłąkania i cele, Zimy i lata, kwiaty pachnące i lody, Śniegi i drzew owoce, smutki i wesele. Wszystkom poznał i w serca schowałem skarbnicy, Jak list szczęścia pod skrzydłem gołębica biała. Życie szło ze mną drogą jak brat jasnolicy, A za mną śmierć szła cicha i na skrzydłach grała. I krok mój był radosny przy muzyce słodkiej, Bom zaufał, że ona wio ode mnie lepiej, Gdzie mnie wiedzie; i łachman mój stawał się wiotki I tańczył z wiatrem, który chłodem piersi krzepi. Tańczcie, mgły, jak tańczyły me stopy. Wiatr śpiewa. Tańczcie, jak w kwietnych majach bywało i lipcach! Choć w oczach mi wciąż mroczniej i siecze ulewa, Tańczcie! Śmierć za mną stoi i gra mi na skrzypcach. Widzę niewiastę białą w dżdżu perlistych rosach, Na srebrnych strunach słoty gra łuku cięciwą I ma strzałę złocistą w bujnych, czarnych włosach... Jak błogo w sercu, pieśnią pijanem szczęśliwą!... Jakby na strunach miodu, gra biała niewiasta... O, tańczcie mgły! Na złotej przypływają chmurze Wszystkie kraje dalekie, wszystkie dziwne miasta, Którem zwędrował, gaje i ogrodów róże... Wszystkie dni i wspomnienia, jak fatamorgana, Są przy mnie, dom rodzinny i bracia i druhy I dawno utracona moja ukochana... To ona gra na skrzypcach anielskimi ruchy. Wszystkie sny w krąg mnie stoją. jak białe posągi; Rzeki, wzdłuż których szedłem, jak błękitne wstęgi, Snują się ku mnie; białe gościńce, gdziem ongi Kroczył, których szukałem wpatrzon w widnokręgi, Szukają mnie! O ścieżki długie, jak szukanie! Wszystkie do mnie przychodzą manowce i drogi, Szuwarem posypane, jak w złote zaranie Zielonych świątek, abym nie uraził nogi! Daj mi skrzypce, o pani biała, skrzypce w ręce!... Oto wstaję i idę! A za mną orszakiem Idą wszystkie posągi, dziewy i młodzieńce, W bezkresną dal radosną ukwieconym szlakiem... I wszystkie drogi suną olśnione słonecznie, Jak węże w Orfeusza ślad, pieśnią zachwytne, By i tam szukać ze mną i wędrować wiecznie W Odkrycie... Wszystko złote jest... wszystko błękitne.
|