About: dbkwik:resource/SMS-2PbxInwYbEKDqmDLAw==   Sponge Permalink

An Entity of Type : owl:Thing, within Data Space : dbkwik.org associated with source dataset(s)

AttributesValues
rdfs:label
  • Z marzeń moich
rdfs:comment
  • Królestwo moje nie na tej ziemi, Fale je skryły grzywy piennemi, Ląd mój słoneczny, jasny, pogodny, Nurt oceanu zatopił wodny. Lecz z mego lądu w mroków godzinie Stłumiona gędźba stu dzwonów płynie. Lecz z mego lądu przez fal obręcze Grają mi pieśnie i świecą tęcze. Bo na mym lądzie skarby bezcenne, Koronne złota i berła lenne. Bo po mym lądzie chodzą tęsknoty I do mej duszy klucz dzierżą złoty. I kiedy słabną jej skrzydła znojne, Władcze jej kładą szaty dostojne I jasnowidzeń dają źrenice, By, w swe królewskie patrząc dzielnice, Żyła tęsknoty porywem wiecznym Za utraconym lądem słonecznym. I II I
dcterms:subject
dbkwik:resource/WglBShsp9V9mYtToH6YeZw==
  • Wiersz
dbkwik:wiersze/pro...iPageUsesTemplate
Autor
  • Kazimiera Zawistowska
abstract
  • Królestwo moje nie na tej ziemi, Fale je skryły grzywy piennemi, Ląd mój słoneczny, jasny, pogodny, Nurt oceanu zatopił wodny. Lecz z mego lądu w mroków godzinie Stłumiona gędźba stu dzwonów płynie. Lecz z mego lądu przez fal obręcze Grają mi pieśnie i świecą tęcze. Bo na mym lądzie skarby bezcenne, Koronne złota i berła lenne. Bo po mym lądzie chodzą tęsknoty I do mej duszy klucz dzierżą złoty. I kiedy słabną jej skrzydła znojne, Władcze jej kładą szaty dostojne I jasnowidzeń dają źrenice, By, w swe królewskie patrząc dzielnice, Żyła tęsknoty porywem wiecznym Za utraconym lądem słonecznym. [Kochałam ciebie...] Kochałam ciebie i czasem bojowe Zbroje ci kładłam — czasem harfę w dłonie — Czasem twe czoło tuliłam w koronie — Czasem trefiłam pazia włosy płowe! Gdzież ty poszedłeś, o mój książę senny? Na sarkofagu twojego marmurze Skamieniał anioł cichy i promienny I w twarz ci rzuca blade grobów róże, Bo w tym kamiennym aniele żałości Dawno umarła moja dusza gości. [Ciszy, ach ciszy...] Ciszy, ach ciszy! Daj mi twoje dłonie, Błękitne światłem, ochłodzone rosą — Jak kwiatem nimi opleć moje skronie — Niech mi sen, spokój i chłód nocy niosą. Ciszy, ach ciszy! Włosów falą złotą Przed moim wzrokiem skryj ust twych pożary... Bądź dziś posągom podobna martwotą, Bądź dziś urokiem nie dotkniętej czary. [Wszędzie Cię widzę...] Wszędzie Cię widzę, o smętna, biała, Oczy Twe patrzą z szmaragdów mórz, Barwą Twych włosów mi słońce pała, Lilia ma tony Twojego ciała, Usta twe płoną w purpurze róż! A księżycowej nocy widziadła, Jak wówczas, srebrem haftują bez, Gdyś mnie księżycowej nocy widziadła, Jak wówczas, srebrem haftują bez, Gdyś na me wargi twe usta kładła, By wypić gorycz, co na nie padła — Gorycz piołunną rozstannych łez. I Próżno wołasz... za nami upiorna gromada Widm i cieni się wlecze, dusze nam targa Ta zastygła w powietrzu, żałośliwa skarga, Co gdzieś trumien otwartych krawędzie obsiada. Próżno wołasz... zajęła już Ananke blada Nasze miejsca przy uciech biesiadniczym stole — Więc wszystkie moje kwiaty zemrą na Twym czole, Jak mrze mrokiem zgaszona światłości kaskada... I na wieki rozdziela nas Ananke blada... Czyś słyszał strun porwanych ścichłe nagle głosy? Czyś widział w proch strącone tęczowe motyle? Ach — ja Ciebie pragnęłam, jako pragną rosy Mrące kwiaty, zdeptane w gościńcowym pyle!... A jednak rozdzieliła nas Ananke blada... II Daj mi sny Twoje, daj ten sen skrzydlaty O mnie prześniony — ja chcę duszę własną W jego zwierciadle ujrzeć cichą, jasną, Rozkołysaną jak mgły srebrnej kwiaty. Wprowadź mnie jeszcze w krysztalne zaświaty, A tam, Twą dłonią poruszone smutnie, Niech się rozdźwięczą wszystkie ścichłe lutnie W ów akord, nagle zerwany przed laty... Wówczas mnie ujrzysz raz jeszcze wyśnioną, Raz jeszcze wszystkie, pogasłe w ukryciu, Perły mej duszy tęczowo zapłoną, I jedną cudną dam Ci chwilę w życiu, Chwilę jedyną — bo potem w noc ciemną Pójdę, byś nigdy nie spotkał się ze mną. III Kocham Ciebie, bo wracasz Ty mi wiosnę złotą Mej młodości i jasne powracasz miraże. Twój cień trwa przy mnie, jakby wierne straże, Twój cień, mej duszy przywołań tęsknotą. Niech więc ramiona mię Twoje oplotą — Zasłoń oczy — dziś w przyszłość nie chcę patrzeć ciemną, Chcę zapomnieć, że życie za mną i przede mną — Chcę zapomnieć o wszystkim, co nie jest pieszczotą. Tak dziś ciemno i zimno... Daj mi Twoje oczy! Twoje oczy rozświetlą marzenia ogrody... Tam dźwięk — złoto — purpura — alabastrów schody — I korowód weselny barwi się tęczowo. Tak dziś ciemno i zimno... a nad moją głową Sny majaczą złowrogie... Daj mi Twoje oczy!... [O powrotna łez falo...] O powrotna łez falo! O powrotne głosy Z pogrzebanej przeszłości!... Dłoń szczodrych szafarzy Złoto w kontur pobladłych dziś rzuca miraży, W urnie stygłych popiołów nieci iskier stosy. O sny zwiędłe! O kwiaty otrząśnięte z rosy, Jak tłumnie z rozespanych wstajecie cmentarzy!... Widzę błękit ruczajów w niezabudek twarzy, Jaskrami rozzłocone widzę sianokosy. O powrotna łez falo! Widzę, idą z mroków Baśnie ku mnie i wonie z ogrodów młodości. I stoję nadsłuchując, czy szelest tych kroków Twego przyjścia nie głosi — Ty, pełna litości! Ty, co duszom, na które czerń twych skrzydeł padła, Dajesz takie przedśmiertne czarowne widziadła!... I Bądź Ty mi dobrym — zejdź sercu mojemu Jaśnią podobną ciepłu słonecznemu — Bądź duszy mojej morzu burzliwemu Kojącą ciszą wpółsennej zatoki, Zwartej łagodnie gór kwietnymi stoki... Bądź ustom moim jak trunek miłosny, Po którym serce skwita kwiatem wiosny! Bądź ustom moim słodki i litosny... I na te usta, do Twych ust tęskniące, Kładź się jak rosy napoje rzeźwiące. Bądź oczom moim czarem wizyj sennych, Wyprzędłą baśnią mirażów promiennych, Wonnym pąkowiem zieleni wiosennych Opleć mi duszę jak uroczne ziele, By w ślad stóp moich chodziło wesele... II Chciałabym, z tobą poszedłszy w zaświaty, Wtulić się w jasność jakiejś białej chaty. I wszystkie słońcu skradzione uśmiechy Wpleść w miękie złoto jej żytnianej strzechy. I w takiej chacie odciętej od sioła, Pojąc się ciszą rozlaną dokoła I patrząc co dzień na wstające zorze, Czuć w duszy własnej to Królestwo Boże Wielkiej miłości — i czuć przy swej głowie Twą głowę piękną jak młodość i zdrowie... I zapomniawszy, czym wpierw było życie, W zaczarowanym swej duszy błękicie Prząść z nieskończonej kądzieli Wieczności Nić promienistą Wiary i Miłości. III O przyjdź Ty do mnie — bom dziwnie samotna, Noc się nade mną rozełkała słotna I dziwnie jestem w tej nocy samotna... Strugami deszczu mży mgielna szaruga, Noc pełna cieni, wystygła i długa, Przedzgonnych psalmów snuje hymn pokutny, Łka w strunach deszczu w rytm niezmiernie smutny, W mgłach odrętwiałych łka swój hymn pokutny. I jak wid śmierci leci mi nad głową Ta noc rozgrana ulewą deszczową... O przyjdź Ty do mnie — przyjdź w tę ciszę mroczną. A oczy moje przy Tobie odpoczną, Oczy, zasnute mgieł oponą mroczną. I wzlecę w jasne oczu Twoich głębie Jako za światłem tęskniące gołębie. I spiję niebo z gwiazd złotymi ćwieki!... I przymknę pjane rozkoszą powieki, Wypiwszy niebo z gwiazd złotymi ćwieki. [Kędy Ty idziesz...] Kędy Ty idziesz, na białe przestrzenie Kładzie się ciche i senne milczenie — I tylko poblask pada księżycowy, Na chłodne stepy i białe parowy. Z szat Ci wichr tylko śnieżne strząsa kwiecie, I gdzieś po bezdniach, po topielach miecie, I tak niestrudzon wlecze się przez łany W mrok coraz gęstszy, co zasnuł kurhany, Twój cień!... I z sobą przez wydmy i głusze, W tumany mgielne wlecze moją duszę... Mgłami tułacze jej skrzydła owija, Tęsknica stepów, widmo, co zabija. Image:PD-icon.svg Public domain
Alternative Linked Data Views: ODE     Raw Data in: CXML | CSV | RDF ( N-Triples N3/Turtle JSON XML ) | OData ( Atom JSON ) | Microdata ( JSON HTML) | JSON-LD    About   
This material is Open Knowledge   W3C Semantic Web Technology [RDF Data] Valid XHTML + RDFa
OpenLink Virtuoso version 07.20.3217, on Linux (x86_64-pc-linux-gnu), Standard Edition
Data on this page belongs to its respective rights holders.
Virtuoso Faceted Browser Copyright © 2009-2012 OpenLink Software