| rdfs:comment
| - Do kotłowni drepce baba, aby nieco ciepła zadać. Już na los się chciała żalić... Patrzy: w piecu diabeł pali..! A Czart był to ciepłolubny, że mróz, mawiał, dla bab zgubny. Patrzy baba na piec stary i przeciera okulary. Diabeł właśnie drew podkłada, nieci iskrę i powiada: Babo, czynię ci przysługę, wnet poczujesz w cieple ulgę. Zaraz węgla w piec dorzucę i marznięcie twoje skrócę. Więc się nie gap, moja babo, bo wraz oczy ci osłabną. Ty do kuchni leć, niebogo, zaparz kawę mocną, srogą... Zaraz społem wypijemy. Babie nogi wrosły w ziemię. Lepiej samej węgiel nosić, niźli z diabłem się kokosić.
|
| abstract
| - Do kotłowni drepce baba, aby nieco ciepła zadać. Już na los się chciała żalić... Patrzy: w piecu diabeł pali..! A Czart był to ciepłolubny, że mróz, mawiał, dla bab zgubny. Patrzy baba na piec stary i przeciera okulary. Diabeł właśnie drew podkłada, nieci iskrę i powiada: Babo, czynię ci przysługę, wnet poczujesz w cieple ulgę. Zaraz węgla w piec dorzucę i marznięcie twoje skrócę. Więc się nie gap, moja babo, bo wraz oczy ci osłabną. Ty do kuchni leć, niebogo, zaparz kawę mocną, srogą... Zaraz społem wypijemy. Babie nogi wrosły w ziemię. Wie, że z diabłem sztuczki kuse, ale kuszą... Niby z musem rzecze baba takie słowa: Diable, siwa twoja głowa, pomarszczone masz już czoło, widać: w piekle niewesoło! I żeś do mnie do drewutni zwiał od czarcich w piekle kłótni. Tu się diabeł drapie w ucho: Co ty bredzisz tu, starucho? Na pokutę jam tu przybył, bo obmierzły mi już dyby, w które mnie zamknęły biesy, by z mych mąk móc się ucieszyć. Teraz winy chcę okupić, żem był zły i całkiem głupi. I ogonem miesza w żarze, jak kucharka w swoim garze. Baba podstęp wietrzy diabli, lecz znów diabeł ją przynagla, kawy chce i komitywy, i na sprzeciw zerka krzywo. Baba już zachodzi w głowę, jaką głosić diabłu mowę, w piecu sama palić woli, nawet sparzyć się, usmolić... Co tu robić?! Kusa rada! Już na koncept baba wpada! Diable! Całkiem niedaleko mieszka młoda wdówka. Przeto może jej byś tam rozpalił - jam wiekowa, zdam się na nic. I przywykłam do palenia, do skarg wiecznych i zrzędzenia. Tamta wdówka jeszcze żwawa, nie ostygnie u niej kawa... Tak to diabła się pozbyła, sama w piecu napaliła. Z ulgą odetchnęła potem, uporała się z kłopotem. Wierzcie mi, że stara baba wie, że gdy się z diabłem zada, zamiast ciepła będzie gorąc miast się ogrzać, można spłonąć. Lepiej samej węgiel nosić, niźli z diabłem się kokosić.
|