| abstract
| - I Zszarzały klombów płomienne rabaty, Zgasł żar nasturcji i szkarletów krew - I nagle widać tylko białe kwiaty Pod ścianą mrocznych drzew. Gwiazdy zabłysły w gałęziach topoli. W białych tytoniach krążą szare ćmy - Pamięć nie boli i życie nie boli... Srebrne są kwiaty i gwiazdy, i łzy. II Zapaliły się okna we dworze, W białym dworze, w ganku z winogradem, Świerszcze strzygą tak mocno - mój Boże - Gwiazdy świecą w niebie takim bladem. Płynie woda, płynie srebrna woda Pod księżycem z daleka - z daleka... Czego szkoda ci? czego ci szkoda? Że ta rzeka - ucieka? A jeżeli ja ciebie, jedyny, Pokocham, pokocham na nowo, U nóg się twoich położę Tą jesienią gobelinową. Roześmieję się w orzechach łuskanych, Zacałuję w miodowych plastrach, Zapłaczę w jaśminowych perłach I w białych astrach. I rozważę w ciężkich słonecznikach, I zakrwawię w jarzębinach na strzesze, I ziarnem z cienistych spichlerzy Odchodzącego - rozgrzeszę? Image:PD-icon.svg Public domain
|