| rdfs:comment
| - I jakby powziął myśl jakąś stanowczą, począł radzić: — Musiałby pan pójść w przebraniu. Całe miasto jest wzburzone, a zjawienie się pana mogłoby wywołać ogromny popłoch. I wogóle ten pomysł pana... Tak, teraz, gdy zastanawiam się nad tem szerzej, nie wydaje mi się... Można to jakoś urządzić, jeżeli pana istotnie to zajmuje! Jest pan oczywiście władcą. Asano sprawi panu przebranie... a możeby i poszedł z panem... Ostatecznie to wcale nie tak zły pomysł. — Czy nie jestem już panu potrzebny? — zapytał Graham nagle, albowiem obudziło się w nim pewnego rodzaju podejrzenie. — Nie!
|
| abstract
| - I jakby powziął myśl jakąś stanowczą, począł radzić: — Musiałby pan pójść w przebraniu. Całe miasto jest wzburzone, a zjawienie się pana mogłoby wywołać ogromny popłoch. I wogóle ten pomysł pana... Tak, teraz, gdy zastanawiam się nad tem szerzej, nie wydaje mi się... Można to jakoś urządzić, jeżeli pana istotnie to zajmuje! Jest pan oczywiście władcą. Asano sprawi panu przebranie... a możeby i poszedł z panem... Ostatecznie to wcale nie tak zły pomysł. — Czy nie jestem już panu potrzebny? — zapytał Graham nagle, albowiem obudziło się w nim pewnego rodzaju podejrzenie. — Ach nie! Nie! Sądzę, że może pan zupełnie zdać się na mnie — do czasu przynajmniej — rzekł Ostróg, uśmiechając się życzliwie. — A jeżeli nawet różnimy się... Graham obrzucił go ostrem spojrzeniem. — I niema teraz obawy jakiej utarczki — zapytał badawczo. — Nie! — Myślałem o tych maszynach. Nie sądzę, aby lud chciał mi wyrządzić krzywdę, a zresztą jestem Panem i Władcą. Nie chcę żadnych murzynów w Londynie. Jest to może przestarzały przesąd, atoli ja szczególne mam pojęcie o Europejczykach i o rasach niewolniczych. Nawet co do Paryża... Ostróg popatrzył nań z pod obwisłych swoich brwi. — Nie sprowadzam żadnych murzynów do Londynu — wycedził powolnie. — Lecz jeżeli... — Nie sprowadzi pan zbrojnych murzynów do Londynu żadną miarą, cokolwiekby się zdarzyło. Co do tego, postanowienie moje jest niezłomne. Ostrog milczał przez chwilę, potem skłonił się, niejako na znak zgody.
|