Jak lotne białe chusty wzdymają się w niebie obłoki - Przegania je mocny wiatr - szeroki. Po rozoranych skibach spłoszone cienie ich gna - Mienią się złote lśnienia i fioletowe dna. Pędzą obłoki w niebie i cienie po ugorze - Płynie przestwór falami - jak morze. Dłużą się prądy złotych promieniejących smug Aż poza widnokręgu zstępującego próg. Gdzie Matka Boska Siewna w dożynnych czeka kłosach Z rękami ziarna pełnymi, zanurzonymi w niebiosach. Nie nakochało się lato, nie najarzyło się lato, Nie nadyszało do słońca zieloną piersią bogatą. A oto już odchodzi w ten dzień słoneczny i mglisty, Gdy mleczny pył się przesiewa po drzew makacie srebrzystej; Odpływa w jednej łodzi na ołowianym jeziorze W tym stojącym rybaku, co wiosłem ołów porze. Kraje się ciężko woda niby rola za pługiem I opada bez
Jak lotne białe chusty wzdymają się w niebie obłoki - Przegania je mocny wiatr - szeroki. Po rozoranych skibach spłoszone cienie ich gna - Mienią się złote lśnienia i fioletowe dna. Pędzą obłoki w niebie i cienie po ugorze - Płynie przestwór falami - jak morze. Dłużą się prądy złotych promieniejących smug Aż poza widnokręgu zstępującego próg. Gdzie Matka Boska Siewna w dożynnych czeka kłosach Z rękami ziarna pełnymi, zanurzonymi w niebiosach. Nie nakochało się lato, nie najarzyło się lato, Nie nadyszało do słońca zieloną piersią bogatą. A oto już odchodzi w ten dzień słoneczny i mglisty, Gdy mleczny pył się przesiewa po drzew makacie srebrzystej; Odpływa w jednej łodzi na ołowianym jeziorze W tym stojącym rybaku, co wiosłem ołów porze. Kraje się ciężko woda niby rola za pługiem I opada bezsilnie w smutnym pluśnięciu długiem. Image:PD-icon.svg Public domain