| rdfs:comment
| - Poniższy tekst jest listem do redakcji kwartalnika "Szósty zmysł" wydanie 01/2012. Dość dobrze znam moje rodzinne miasto, a jeszcze lepiej dzielnicę, w której wczoraj "zabłądziłam". Przez kilka lat mieszkałam w tym rejonie. Bardzo często przemierzałam drogę, którą, jak sądziłam, znam bardzo dobrze. Moje przekonania w tej kwestii zmieniły doświadczenia pewnej marcowej nocy. Przedwczoraj koleżanka zaprosiła mnie do siebie, do domu. Aśka mieszka w kamienicy nieco na uboczu, z dala od głównej ulicy. Na miejsce spotkania dotarłam na czas. tzn. o godz. 20, środkami komunikacji miejskiej. Dawno się nie widziałyśmy, więc kilka godzin posiedziałyśmy sobie przy ciastkach i herbacie. Zaznaczam, że nie piłyśmy alkoholu, po prostu plotkowałyśmy, jak to kobiety. Czas szybko płynął na rozmowie i ani się
|
| abstract
| - Poniższy tekst jest listem do redakcji kwartalnika "Szósty zmysł" wydanie 01/2012. Dość dobrze znam moje rodzinne miasto, a jeszcze lepiej dzielnicę, w której wczoraj "zabłądziłam". Przez kilka lat mieszkałam w tym rejonie. Bardzo często przemierzałam drogę, którą, jak sądziłam, znam bardzo dobrze. Moje przekonania w tej kwestii zmieniły doświadczenia pewnej marcowej nocy. Przedwczoraj koleżanka zaprosiła mnie do siebie, do domu. Aśka mieszka w kamienicy nieco na uboczu, z dala od głównej ulicy. Na miejsce spotkania dotarłam na czas. tzn. o godz. 20, środkami komunikacji miejskiej. Dawno się nie widziałyśmy, więc kilka godzin posiedziałyśmy sobie przy ciastkach i herbacie. Zaznaczam, że nie piłyśmy alkoholu, po prostu plotkowałyśmy, jak to kobiety. Czas szybko płynął na rozmowie i ani się nie spostrzegłyśmy, jak wybiła północ. Pół godziny później pożegnałam czule Aśkę i wybrałam się w drogę powrotną. Wiedziałam, że nie mogę pojechać ani metrem, ani tramwajem, pozostawał tylko autobus nocny. Najbliższy przystanek autobusowy znajduje się ok. 200 metrów od domu koleżanki. Prowadzi do niego dobrze oświetlony chodnik ciągnący się wzdłuż torów tramwajowych. Minęłam dwóch przechodniów i knajpkę. Może jakieś 10 metrów za knajpką dostrzegłam mgłę. Unosiła się między jedną kamienicą, a drugą (budynki stoją w ciągu po obu stronach ulicy) i spowijała ulicę z torami i chodnik. Widok mgły mnie zaskoczył, bo było wprawdzie wilgotno, ale też ciepło. Nie miałam jednak żadnych obaw, że we mgle zabłądzę, więc śmiało weszłam w mlecznobiałą zawiesinę. Idąc w niej ledwo co widziałam tory, chodnik i kamienice, gdy po przejściu kilku metrów zorientowałam się, że jestem dokładnie w tym samym miejscu, w którym weszłam w mgłę. Nie wierzyłam własnym oczom. Zatrzymałam się, zaczęłam bacznie obserwować kamienice. Wszystkie okna były ciemne, zupełnie jakby ludzie na raz, dwa, trzy poszli spać. Szybko więc ruszyłam do przodu wzdłuż torów. Miałam wrażenie, że kręcę się w kółko. Mijałam znane mi budynki i... znowu dostrzegałam kamienice, a przecież powinnam przejść obok knajpki. Czując się bezsilna i skołowana, postanowiłam zadzwonić po taksówkę. Okazało się jednak, że nie mam zasiegu. Zegar wskazywał 2:05. Będąc u kresu wytrzymałości zaczęłam krzyczeć: "Ludzie ratunku! Czy ktoś mógłby mi pomóć?!". Spanikowana biegłam w kierunku tego nieszczęsnego przystanku, do którego nie mogłam trafić i w pewnym momencie wybiegłam z mgły i zobaczyłam znajomą część drogi. Pędem dotarłam do przystanku. Byłam tak roztrzęsiona, że telefon wypadł mi z rąk, kiedy chciałam sprawdzić, czy mam zasięg (miałam!). Moje zachowanie zwróciło uwagę stojącego na przystanku mężczyzny. Nieznajomy zapytał, czy coś mi się stało. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo przecież nie mogłam się przyznać, że przez ponad półtorej godziny biegałam w kółko. Po tym przerażającym doświadczeniu wiem na pewno, że nigdy nie wejdę we mgłę, nawet jeśli wiązałoby to się z koniecznością nadłożenia kilku kilometrów drogi. MZ Kategoria:Opowiadania
|