| abstract
| - Wychodzę w pole z psem. Ranek. Przedwiośnie. Przestwór błękitnej pogody Dyszy radośnie Wietrzanym tchem. Świat taki młody, młody! Rośnie. Pośród błękitnych roztopów - Z daleka - Szalona biegiem suka Szczeka, Szuka... Ni ptaka, ni zająca: W powietrzu szuka tropów Słońca - W wiosennej wody potokach Chlupoce bezrozumnie, Aż wreszcie w śmiesznych skokach Powraca ku mnie I kładzie się na ręce Kudłatym łbem, A oczy ufne, dziecięce, Czarne, W niemej podzięce Zwraca ku mnie: dwa wierne płomyki ofiarne. Gładzę jej korny pysk: Moja! moja! I czytam ócz jej błysk. Jakoby snem, I patrzę w nią i w siebie - w głąb wiecznego zdroja - I - wiem. Czuję, jak dusza ziemi - z daleka - z daleka - Rośnie Od wieków wieka Do mnie - do duszy mojej - do człowieka. Przedwiośnie: Wejrzały ku mnie z łąk Roztopów modre oczy, Zapachniał wierzbny pąk, Rozmarzył obłok biały, Co kędyś z wiatrem mknie, Ptaki mię ośpiewały - Żywot, co polem kroczy, Zagarnął mnie. Słyszę, jak pierwsze kwiaty, Niby drobne serduszka dziecięce, Dzwonią, dzwonią nad wodne kobierce. Zbieram ich pełne ręce! Zbieram ich pełne serce! Chłonę ich aromaty Miodne, rośne i ziemne: Siostrzyczki moje młodsze. Cichsze, słodsze, Tajemne. Gdziekolwiek rzucę Wzrok, Gdziekolwiek zwrócę Krok, Tam wszędzie błyska mi I lśni Tysiącem farb - Pierścień życia. Z tajemnych snów ukrycia Dobyty skarb, Skarb jeden, wiecznie młody, Krynica żywej wody, Z której spragniona piję. Jak miód łaskawej wieści, Zbierałam sama oto Ten kryształ i to złoto Najdoskonalszej treści - By dzisiaj w sercu mojem Bolesnych złud spowicia Opasał żywym zdrojem - Pierścień życia. Na jego to promienie Te pola i te łąki, I wierne psa spojrzenie, I dzwonki, i skowronki - Zbudzona dusza ma Pomiędzy nieb posową A łonem czarnej ziemi Tęczami anielskiemi W drabinę Jakubową Łka... Magdaleno, ciszo polna, Magdaleno, ciszo leśna, Która zlewasz mi pod nogi Miłosierny balsam drogi I ocierasz włosy swemi Stopy pylne kurzem ziemi - Z wszechboleści - bezboleśna, Z wszechniewoli - siostro wolna, Dzięki tobie - ciszo leśna... Dzięki tobie - ciszo polna... W wiosenne alleluje Na ornej klękam ziemi I skiby bruzd całuję Ustami dziękczynnemi. Spłynęły łez mych zdroje Roztopów modrą wodą, Przelśniły się sny moje Zielenią liści młodą. Ból, który serce porze, Wtopił się kędyś w dali W ten pług, co skiby orze Lemieszem sinej stali; A krzywd serdeczne groty, Rzucone mojej męce W ten osyp ziarna złoty Przez twarde siany ręce. Świerszczyki polne trzęsą mak W suchych makówkach ciszy... (A cóż ci to? A cóż ci brak?) Schyl w słońcu skroń pod kwietny krzak Cisza twe serce słyszy. W rytm twego serca (Źle-ż ci tak?) Spalona ziemia dyszy I skwarem drga szafirów szlak, I pieśń świerszczowa trzęsie mak W suchych makówkach ciszy... Maryi Zielnej zbożna kaplica Ścieżaj otwarta na błękit pól. Jakież się tutaj modlą anioły Schylając czoła, jak złoty kłos? Siostry jaskółki i siostry pszczoły, I brat mój w pieśni - świerszczyk wesoły, W ciszy słonecznej śpiewają w głos... Przed uśmiechnięte Maryi lica Przychodzi łaska rozweselnica I składa snopem wyżęty ból. Pociąg pędzi... O, jak tańczą sosny! Prą się od ziemi nisko W pnia spiralne kolisko, Aż wybuchną w gałęzi ognisko. Pociąg pędzi... O, jak płoną sosny! Daremnie chłodne igły, Chcąc ukryć płomień ścigły, W puch zielony dokoła zastygły. Pociąg pędzi... O, jak świecą sosny! Zbroczonymi ramiony Wzniosły w zorzy czerwonej Hostię słońca nad krzyż leśny, zgarbiony... Jeden wielki opal nieboskłonu... W zórz głębinie coś jak płacz litosny... Srebrny księżyc nad czarnymi sosny... Pieśń daleka dożynnego plonu... Konie idą, konie idą szparko - P ola płyną - pies za bryczką bieży - Na policzkach czuję podmuch świeży... Ziemio moja, szczodra łask szafarko! Białe ściany w starych drzew podcieniu - Lip aleja - staw z żabimi chóry... Pierwsza gwiazda - tak znana wspomnieniu - Skryta niegdyś przez burze i chmury... Serce bije - ogniwo łańcucha, Co mię spaja z drabiną stworzenia... Nie kajdany skuwające ducha, Ale spójnia ślubnego pierścienia... Świat w złotym słońca skwarze, W krąg ganku róże kwitną... Obrusa biel błękitną Obsiadły drogie twarze. Radosne mówią glosy... Pies łasi się do pana... Maliny pachną z dzbana... Nad stołem krążą osy... Z oddali pól niebieskiej Pieśń żeńców ucho chwyta: Powraca niespożyta Baśń Polski czarnoleskiej. O słodkie piękno stare, Jak ciężko cię pogrzebać! Jak lubi duch kolebać Przeżytych form ofiarę! O, jakoweż posłowie, Jakowąż Bożą sprawę, Jakież wieści łaskawe Niesiecie mi, ptaszkowie? Żywe perły, rozsnute U nóg moich na piasku, Kłonicie łebki w blasku, Wciąż jedną dzwoniąc nutę. Słyszę w nich całą wiosnę: Pozdrowienie przyjemne, Przypomnienie tajemne, Rozgrzeszenie radosne... Dostojna jesień kończy swój dzień W snopach i gronach, i kłosach. Na pola schodzi błękitny cień, Dzwony śpiewają w niebiosach. Dostojna jesień kończy swój dzień: Dosyć już trudów i plonów - Złóż ręce pełne tęsknot i chceń, Posłuchaj modlitwy dzwonów. Dostojna jesień kończy swój dzień. Zważone-ć skarby połowu! Bez żalu dzień twój w noc gwiezdną zmień; Powrócisz - powrócisz znowu. Na zburzonym w gruz rynku miasteczka, Które zorał krwawy wojny pług, Cicho wiedzie zarośnięta steczka W cmentarny próg. W groźnych pięściach sterczących kominów, W oczodołach zrujnowanych ścian - Próżną mękę kainowych czynów Powiada Pan. W pełni słońca cichy, zadumany, Śpiącym grobom szepce stary krzyż, Że duch łamie form przejrzałych ściany I leci wzwyż. Cześć tym, co rwali kajdany łańcucha Przez własną mękę i przez własny czyn, Dla Polski jutra, dla ojczyzny z ducha, Zbawionej z niewiar i obmytej z win. Cześć tym, co w klęski śmiertelnej pomroce, Ginąc z oczami żartymi od ros, Znicz rozniecali w beznadziejne noce, Aby dziś Polski nie ślepił jej los. By jej nie złamał ciężar łaski Boga, Co trzy mocarstwa w prochu przed nią starł, Aby jej płoną nie zmroziła trwoga Przed nadczłowieczą miarą łask i kar. Dziś, gdy fanfary grzmią zwycięskim: "żyjesz!" A chuć drapieżna głuszy krzykiem; "masz!" Czyjeż by, Polsko, dusz zwierciadło - czyjeż Odbiło twoją zmartwychwstalną twarz?... Duch Polski u skraju mogiły W dostojnej uklęknął pokorze, Ażeby mu czynu zwoliły Wszechmocne ręce Boże. Nie w niebios on bowiem spowicie Po glorii męczeńskiej wstępuje, Lecz musi od nowa wejść w życie Przez grobu alleluje. Lecz musi krwią stanąć i ciałem Na ziemi z łez ludzkich i z błota, By życiem w was zmartwychpowstałem Świadectwo dać żywota. Czuwajmyż, czuwajmy gotowie, My, z wieków na dzień nasz wybrani, I baczmy! - Wszak niegdyś uczniowie Zasnęli w Getsemani... Stworzyć dzieło tak pełne harmonii jak róża; Symfonię - jak pod słońcem wichr na stepie wolny; Świątynię - jako błękit nieb, gdy się rozchmurza! Machinę tak w budowie prostą jak żuk polny. O, jeden rytm tajemny wieczności oddechu Wynieść z niemych sezamów skarbnicy letejskiej! Sztuko! blade zwierciadło Bożego uśmiechu, Na Ikarowych skrzydłach ogniu prometejski! Słowa - żalnice kryształowe, Kędy ludzkości łza zapadła. Słowa - krynice Narcyzowe. Słowa - natchnionych snów zwierciadła. Cóż, że dziś strumień krwi i błota Przez wasze brzegi się przelewa - Gdy nawet w jego szumie śpiewa Nasza harmonii sfer tęsknota. Ekstatyczne żab i świerszczów chóry, Spadających gwiazd girlandy lotne... Wielki spokój uśpionej natury - I bezsenne cierpienie samotne. O, jak liść spaść pod stopy bolesne! O, jak skra miłowaniem się zetlić! Jak na chusty Weroniki bezkresne Łzy wszechświata na się wziąć - i prześwietlić! Gdy się kształt z nas osypie, jak owoce dojrzałe, Jako grona dostałe w winnicy, Was chcę pierwszych powitać, mojej łodzi sternicy Astry gwiazd, smugi śnień, skrzydła białe. Was chcę pierwszych powitać wchodząc w próg tajemnicy, Wam dać pierwszą podziękę i chwałę - Gdy się kształt z nas osypie, jak owoce dojrzałe, Jako grona dostałe w winnicy. Głos, który gromem zmącił ciszę, Nie wie, że w gromie "iskra" rzekł, Kwiat, co w kielichu jad kołysze, Nie wie, że w jadzie ukrył lek. Serce, co płacze krwią i łzami, Nie wie, że skwita w łaski krzew, Człek, który krzywdą dłonie plami, Nie wie, że sieje jutra siew. O, nie płaczcie, oczy moje! nie płaczcie! Usta moje, krwawy cierń ucałujcie! Aniołowie, łzom się serca litujcie I samotni jego grzesznej - przebaczcie! O, przebaczcie, aniołowie i ludzie, Ludzie bracia, ludzie światy bezdenne - Iżem śniła przejść w radosnym beztrudzie Głębie życia, krwią męczeńską brzemienne. Pięknego kłamstwa mową kłamną Chwaliłam życie z grobu pleśni - A Tyś znienacka stanął za mną I trącił grób, i rzekł mu: "Wskrześnij!" W nie istniejące cuda łaski Kryłam zwątpienia strute zdroje - A Tyś w nie wlał Twej prawdy blaski I spełnił prawdą kłamstwo moje. I jako skra, co słońcem pała, Anielska na mnie spadła trwoga - Kiedym na duszy dnie ujrzała W mym kłamstwie prawdę - uśmiech Boga. Na kłośnym łanie wiatru wianie, Muśnięcie twoich szat. W mej duszy uśmiech i śpiewanie, Przyklękły w rosie kwiat. Łan marzy cud o światów chlebie, Świt Światła Gród buduje w niebie. Niechże się stanie, co jest z Ciebie, Panie, Panie! Mroczna otchłań ludzkiego cierpienia, Sama w siebie bezdennie wpatrzona, Jak grobowiec nam pierś okamienia, Ślepi oczy jak głucha zasłona - Że nie widzim, jak zewsząd dokoła Czyha na nas pociecha skrzydlata, Jak nas wabi, osacza i woła Niebo, żywot, Boża radość świata. Serdeczne rozrzewnienie Jak wiosenna ruń Kiełkuje, kiełkuje na dnie. Kurz przysypuje, Przytłacza je gruz I biegą, i biegą dnie. Serdeczne rozrzewnienie - O, nie zechciej się śmiać! - I w tobie - i w tobie trwa. Wybuja - w alleluja, Zafaluje jak łan - Choć nie wiesz, choć nie wiesz dnia. Głęboki błękit, obłok biały, We słońcu rudej sosny pień, Gdzie starych smutków strute strzały Słyszałam, jak się ze mnie śmiały W igliwiu pełnym złotych drżeń. Szumi szeroki dech przestrzenny, Ruchem gałązek w słońcu skrzy, Sosna w otchłani nieb bezdennej Jak złoty pająk sturamienny Przędzie błękitne moje sny. Hej, igły, które wiatr kolebie, Siejące światła złoty chrzest! Hej, obłokowie mknący w niebie - Już nie ma mnie, już nie ma ciebie, A szczęście jest! A szczęście jest! Zdobyć się na pokorę, nic, tylko na pokorę, Być jako ptak schwytany, jak małe dziecko chore, Jak ziemniaczany kiełek na mrocznym dnie piwnicy, Jako bezpiorunowe westchnienie błyskawicy; Ugiąć się pod powiewem Twojej najświętszej dłoni Jak ta wiosenna trawa, co się tak miękko kłoni - Image:PD-icon.svg Public domain
|