| rdfs:comment
| - thumb|195px|To dopiero początek Wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi. No... prawie. Pani Krysia (56 l.) spacerowała spokojnie pod blokiem, kiedy jeden z jej sąsiadów postanowił zrzucić zalegający na antyparapecie śnieg oraz sople lodu. Jak można się domyślać, zamarznięta woda ze wstrząśniętej blachy spadła na biedną kobietę, zaś sama bohaterka odczuwała dyskomfort jeszcze przez kilka dni. thumb|195px|Nie bój się zabrać krzesła do domu tylko dlatego, że jest na nim śnieg – Postanowiłam, że chociaż ja nie będę uprzykrzać ludziom życia – zwierzyła się pani Krystyna redakcji „Przedjutrza”. – Uprzątnęłam śnieg do jednego z garów, a potem pozwoliłam na to, aby zawartość odrobinę się roztopiła. No i wylałam to wszystko do klozetu, bo taką wodą to ja bym się bała moje kwiatki podlewać...
|
| abstract
| - thumb|195px|To dopiero początek Wszystko zaczęło się od trzęsienia ziemi. No... prawie. Pani Krysia (56 l.) spacerowała spokojnie pod blokiem, kiedy jeden z jej sąsiadów postanowił zrzucić zalegający na antyparapecie śnieg oraz sople lodu. Jak można się domyślać, zamarznięta woda ze wstrząśniętej blachy spadła na biedną kobietę, zaś sama bohaterka odczuwała dyskomfort jeszcze przez kilka dni. thumb|195px|Nie bój się zabrać krzesła do domu tylko dlatego, że jest na nim śnieg – Postanowiłam, że chociaż ja nie będę uprzykrzać ludziom życia – zwierzyła się pani Krystyna redakcji „Przedjutrza”. – Uprzątnęłam śnieg do jednego z garów, a potem pozwoliłam na to, aby zawartość odrobinę się roztopiła. No i wylałam to wszystko do klozetu, bo taką wodą to ja bym się bała moje kwiatki podlewać... Znajomi bohaterki podchwycili ten pomysł, zaś członkowie jej rodziny, mieszkający w domku jednorodzinnym, poszli o krok dalej. Zaczęli w ten sposób usuwać śnieg wokół posesji, a radosny nastrój towarzyszący porządkom udzielił się nawet psu, który nie musiał już więcej wpadać w żadne zaspy. Nie wszyscy byli zadowoleni od razu. Niektórzy pytali: – Po co to wszystko, skoro i tak przyjdzie wiosna, a woda spłynie do studzienek? – My przynajmniej wlewamy coś, co przypomina wodę, a nie jakieś kompletne paskudztwa – słyszeli w odpowiedzi. Tak oto w ruch poszły miski, garnki, wiadra i co kto tylko miał na stanie. Wspólnymi siłami dzielny naród zabrał się za zbieranie śniegu i utylizację zgromadzonego materiału w szaletach i bidetach. Wydawać by się mogło, że tak żmudne zajęcie nie przynosi zbyt wiele satysfakcji, lecz antropolodzy donoszą, że może mieć ona źródło w kontynuacji więzi z przodkami, ponieważ współczesny fenomen jest prawdopodobnie odbiciem prastarego zwyczaju topienia Marzanny ku nadejściu wiosny. Wkrótce akcja zyskała bardziej eko(log/nom)iczny wymiar. Sztab ekspertów (wśród których znaleźli się również prezesi kilku krajowych oczyszczalni ścieków) orzekł, że dzięki innowacyjnemu procederowi woda, zamiast w przynajmniej kilkunastu procentach wsiąkać w ziemię (co najwyżej obdarzając roślinki nielegalnie puszczoną w obieg solą spożywczą, a ekskluzywne obuwie szpetnym błotem), staje się użyteczna dla społeczeństwa poprzez potencjalne użycie w mieszkaniach komunalnych. Wskazuje się również na zwiększenie bezpieczeństwa poprzez szybsze zabezpieczenie dachów oraz zmniejszenie zagrożenia powodziowego dzięki zapewnieniu – wbrew pozorom – bardziej kontrolowanej niźli wiosną regulacji stanu wód. Najbardziej rozsądnym argumentem okazuje się być mniejsza wartość kwoty w rachunkach za zużycie wody, ale o tym z pewnych powodów nikt nie chce mówić publicznie.
|